|
|
Jadwiga Solińska
urodziła się 1 stycznia 1929 roku w Wąsoszu Grajewskim. Tam też mieszka.
Od 12 kwietnia 1940 roku do 19 lutego 1946 przebywała z mamą, babcią i siostrą na zesłaniu w ZSRR; w Kazachstanie, w rejonie Pawłodaru nad Irtyszem. Tam w 1943 roku zmarła jej babcia. Ojciec ukrywał się podczas wojny przed NKWD.
Jest autorką wierszy i przekazów prozatorskich, zajmuje się plastyką obrzędową, występuje jako gawędziarka. Od 1988 roku należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych.
POCZTA
|
"Krzak burzanu" jest kolejnym indywidualnym zbiorem literackim Jadwigi Solińskiej.
Trzeba go rozpatrywać łącznie z wcześniejszymi dwoma wydaniami Sybiraczki.
Oba teksty mówią o tym samym zdarzeniu - zesłaniu rodziny Orłowskich do Kazachstanu; nie ma tu jednak całkowitego powielenia treści.

Pewne ujęcia i sytuacje są nowe, innych brak lub zostały odmiennie zredagowane. Niektóre sceny pogłębiono, dopełniono.
Krzak burzanu i Sybiraczkę należy w związku z tym widzieć jako utwory wariantowe, zbudowane na podłożu przeżyć osobistych ich autorki...
"KRZAK BURZANU" - CZĘŚĆ 27.
Wędrowanie po opał przez zamarznięty Irtysz sprawiało mi dużo kłopotu. Najbardziej cierpiały odmrożone ręce.
W naszej klasie zaczęła rozkwitać poezja. Prawie wszystkie dziewczęta pisały wiersze. Ja to zapoczątkowałam. Za namową wychowawczyni napisałam wiersz pt. "Wczoraj a dziś", który spodobał się wszystkim i został umieszczony w gazetce szkolnej. Następna gazetka ścienna została już zapełniona moimi wierszami. Nie dowierzałam, że jest to prawda. Wtedy tez koleżanki zaczęły próbować swoich sil twórczych.
Niestety, tylko jeden wiersz uczennicy siódmej klasy ukazał się w gazetce. Kiedy pewnego dnia zabrakło mnie w szkole, pan dyrektor prowadzący nauczanie przedmiotów ścisłych powiedział: "Nie ma dziś naszej literatury". Proszono mnie o wiersze i przepisywano je. Szkoda, że nie zachowały się w mojej pamięci. Tylko chłopcy żartowali ze mnie i po rosyjsku mówili: "E, czto tam ty! My, eto my!!! Chotia kobyłu wołki sjeli, no tielegi nie dali".
W szkole był przedmiot pod nazwą "wojennoje dieło", prowadzony przez nauczycielkę rosyjską. Z teorii uczyliśmy się o budowie wintowki, czyli karabinu i o jego obsłudze. Zamiast praktyki odbywały się lekcje sportu, najczęściej biegi. Biegałam tak szybko, że nigdy nikomu nie udało się mnie dopędzić.
Pozytywne zmiany w moim usposobieniu zawdzięczałam młodości i lepszemu odżywianiu, co nastąpiło dzięki mojej siostrze i jej ciężkiej pracy. Tylko mieszkanie musiałyśmy zmienić i zamieszkać tam, gdzie taniej. Wybrałyśmy sąsiednią ziemiankę, też u Kazachów.
Składała się ona z jednego pomieszczenia, zamieszkałego przez małżeństwo (on - inwalida wojenny, ona - opiekująca się małym dzieckiem), panią Szukuń - żonę czerwonoarmisty oczekującą powrotu męża, jej garbatą siostrę i nas w dodatku. Wszystkie trzy spałyśmy w jednym łóżku. Szczęście, że nadeszła już wiosna i mama z przędzeniem mogła wychodzić do sieni.
Dziecko, to dziewczynka kilkutygodniowa, bardzo spokojna. Rzadko wyjmowano ją z kołyski o kształcie elipsy, zawieszonej u sufitu. Na spodzie znajdował się otwór, a w nim pojemnik okryty wojłokiem. Matka pochylała się nad dzieckiem i karmiła piersią.
Wiosna! Tej wiosny zakwitłam jak kwiat. Mogłam i miałam czym się pochwalić koleżankom i nie obawiałam się już, że nie będę miała dzieci. Choć wiosna dokuczała piaskowymi burzami, we wszystkich sercach Polaków budziła się któraś z kolei nadzieja. Wierzono, że tym razem na pewni spełni się "sen" o wolności. Już, już za małą chwile nastąpi koniec wojny, a to oznaczało, że powrócimy do rodzinnych stron.
W słoneczny, majowy poranek, bezwietrzny jak żaden, błogi spokój panował przed naszą ziemianką. Dziś opuszczę zajęcia szkolne, pójdziemy z mamą sadzić ziemniaki. Posiadamy aż dwie działki ziemi po 15 arów, jedną z "Elewatora", drugą z "Arteli". Już idziemy przez miasto niosąc na plecach sadzeniaki. Na ulicach dzieje się coś niezwykłego.
Ludzie wychodzą z domów, całują się i wołają: "Pobieda! Pobieda! Pobieda!" W górze krążą dwupłatowce, a nad Pierwomojaskoj Płoszczadiu powiewa czerwona flaga z sierpem i młotem. To był dzień zakończenia wojny - 9 maja 1945 roku.
Dziś wielkie święto - powiedziała do nas starsza Rosjanka - widać, że żadna z was nie słuchała dziś radia i nie wiecie o zakończeniu wojny.
Jak mogłyśmy słuchać, przecież radia nie było w naszej ziemiance.
Wracajcie, wracajcie do domu - nakazywała. Ale mama nie miała zamiaru czcić wielkiego dnia zwycięstwa. Szła w pole a ja za nią. Byłam oszołomiona, nie wiedziałam, czy mam się cieszyć, czy smucić, że mama nie chce świętować dnia zwycięstwa.
Mama ubolewała, że znowu zwyciężył sierp i młot, co nie zgadza się z przepowiednią, która wyraźnie głosi, że sierp i młot przepadną bezpowrotnie, a granice wolnej Polski rozciągać się będą od morza do morza. Smok siedmiogłowy, czyli kremlowski kat, też zginie i zostanie wyklęty. Tymczasem stało się zupełnie inaczej.
Niedoświadczona życiowo nie mówiłam nic, tylko myślałam, że taka kolei rzeczy jest niemożliwa. Jak to może się stać? Przecież, żeby spełniła się przepowiednia, znowu musi dojść do wojny. Moim ciałem wstrząsnęły zimne dreszcze. Nie chcę, by panował wieczny lęk, strach i cierpienie.
Przez cały dzień 9 maja odbywały się w Pawłodarze manifestacje i defilady, a wieczorem zabawy taneczne. To wszystko mnie ominęło. Natomiast nie ominęła mnie uczta, która odbyła się po kilku tygodniach w naszej ziemiance. Wielka była ku temu okazja, mąż Szukuń powrócił z wojny cały i zdrowy.
Na glinianej podłodze, wypastowanej ma zielono świeżym krowieńcem, leżał dywan. Na nim stał okrągły drewniany stół, na krótkich nogach, na którym samowar buchał kłębami pary jak parowóz. Z filiżanek unosił się zapach prawdziwej herbaty, przywiezionej przez męża Szukuń. Szukuń była szczęśliwa z dwóch powodów. Mąż powrócił, a po drugie, spełniło się marzenie jej całego życia - piła prawdziwą herbatę.
Goście zasiedli dookoła stołu. Nie zabrakło całej naszej rodziny. Nie lada sztuką było siedzieć na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, w kucki. Gospodyni częstowała herbatą, bursakiem, "łapszą", tj. makaronem pokrojonym w szerokie płaty i mięsem. Szukuń śpiewała radośnie.
Tak to już jest ma świecie, że człowiek człowiekowi nierówny. Szukuń zawsze była dla nas życzliwa. Nigdy nie przeszkadzało jej nasze postępowanie o godziła się na każdą zapłatę za mieszkanie. Po powrocie jej męża, małżeństwo z dzieckiem wyniosło się z ziemianki do innego mieszkania.
Zakończenie roku szkolnego mało uroczysty charakter. Odbyły się występy artystyczne, na które zaproszono całe rodziny uczniów. Ja też brałam udział w przedstawieniu, występując w roli Tadeusza Soplicy. Z dobrym wynikiem zdałam do następnej klasy.
Rozpoczęły się wakacje. Zamiast odpoczynku nie wiadomo było za jaką robotę się łapać. Na pierwszym miejscu znalazło się pielenie działek, na drugim zbieranie kiziaków. Podczas tych czynności znalazłam kilka grubych desek. Powstało z nich dla mnie łóżko.
Zakończenie wojny nic nie zmieniło w naszym życiu. Tak samo chleb był na kartki i walczyłyśmy o przetrwanie. A w ogóle, czy kto żywy z wojny powrócił, czy zginął, to go opłakiwano. Według religii prawosławnej odprawiano tak zwane wspominki za dusze.
Pomimo prześladowań religia przetrwała, chociaż cerkwie zmieniono na fabryki broni, traktorów, itp. Wierzący nie zapomnieli słów modlitwy i, co wydawało się dziwne, na ulicach coraz częściej spotykało się osoby duchowne. Zaczęto odprawiać nabożeństwa w domach prywatnych, a nawet na ten cel przeznaczono dawne drewniane, bezużyteczne teraz koszary wojskowe.
Chodziła tam często wczesnym rankiem moja mama. I nie tylko mogła się pomodlić, ale i nasłuchać wspaniałych pieśni a capella. A podczas wspominków korzystała z poczęstunku.
Wieczorne zabawy w "Lenparku" stały się atrakcyjniejsze...
cdn...
"Krzak burzanu" - cz. 1
"Krzak burzanu" - cz. 2
"Krzak burzanu" - cz. 3
"Krzak burzanu" - cz. 4
"Krzak burzanu" - cz. 5
"Krzak burzanu" - cz. 6
"Krzak burzanu" - cz. 7
"Krzak burzanu" - cz. 8
"Krzak burzanu" - cz. 9
"Krzak burzanu" - cz. 10
"Krzak burzanu" - cz. 11
"Krzak burzanu" - cz. 12
"Krzak burzanu" - cz. 13
"Krzak burzanu" - cz. 14
"Krzak burzanu" - cz. 15
"Krzak burzanu" - cz. 16
"Krzak burzanu" - cz. 17
"Krzak burzanu" - cz. 18
"Krzak burzanu" - cz. 19
"Krzak burzanu" - cz. 20
"Krzak burzanu" - cz. 21
"Krzak burzanu" - cz. 22
"Krzak burzanu" - cz. 23
"Krzak burzanu" - cz. 24
"Krzak burzanu" - cz. 25
"Krzak burzanu" - cz. 26
Przeczytaj też:
Edwarda Kisło - "Kartki z dziennika"
Jadwiga Solińska - "Sybiraczka"